Tym razem nie filmowo, a muzycznie. Pozwoliłem sobie skopiować wypowiedź Krzysztofa „Grabaża” Grabowskiego na temat ACTA.

Acta – to rzecz, która mrozi nasze mózgi i paraliżuje naszą wyobraźnię. Zadzwonił do mnie w tej sprawie pewien znajomy dziennikarz z prośbą o komentarz twórcy do nowej ustawy mającej uratować jego forsę, którą grabi sie w internecie. Na pierwszy rzut okiem wszystko powinno być okej i spoko, bo oto wprowadza się się prawo i daje narzędzia do ukrócenia okradania artystów w sieci. Nie wiem czy wiecie, ale taka np płyta Strachów rodzi się miesiącami od wymyślenia jej przeze mnie do wydania mijają średnio 2-3 lata, natomiast ściąga się ją za darmo z 20 minut. Rozziew i dysonans są oczywiste, a przypomnę, że kiedy przed kilku laty zrobiono listę najczęściej piratowanych polskich artystów znalazłem sie na niej na zaszczytnym drugim miejscu ustępując jedynie obywatelowi Staszewskiemu Kazimierzowi. Więc w sumie powinienem być zadowolony z Acty. No więc dlaczego jestem przeciw skoro powinienem skakać z radości do nieba? Ano wyszło mi tej mojej biednej łepetynie, że od pieniędzy, które są zajebiście ważne – ważniejsza jest wolność. A wolność jest bezcenna i ja okradany artysta cenię ją jednak wyżej niż pieniądze, które mi się kradnie. To jak jest egzekwowane prawo w Polsce wie nawet mały Miecio, jacy w Polsce są prokuratorzy i sędziowie – wiedzą też Jadzia i Madzia z IIc. Dla własnej kariery i politycznych układów wsadzą do więzienia nawet drut kolczasty. Acta z jej częścią przepisów dotyczących cenzury w internecie jest kolejną próbą narzucenia kontroli społeczności sieciowej. Dlatego jestem przeciw, nawet za cenę zgody na kradzież mojej własności w tym miejscu. Skoro taka ma być cena za wolność – jestem gotów za nią zapłacić. Amen.

źródło

Podpisuje się pod tymi słowami rękami i nogami i czym tylko mogę. Na koniec odrobina muzyki:

One thought to “O ACTA raz jeszcze…”

Leave a Reply